Słowo Obraz czyli Manipulacja

  Każdy człowiek wyrażający na co dzień swoje myśli w jakimś języku wypowiadając słowo widzi określony obraz. Należy jednak pamiętać, że nie koniecznie to co widzi oko lub słyszy ucho jest tym co odbiera masz mózg. Kiedy rozmawiają dwie osoby między, którymi pada słowo u obydwóch powinien pojawiać się ten sam obraz. Proszę sobie wyobrazić sytuację kiedy pada słowo „droga” i dla jednego rozmówcy jest to „droga” przez las, dla drugiego „droga” np. biżuteria.

Istnieje ciąg: dźwięk – rezonans – informacja. Pieśni i tańce wyrażały ducha narodu, jego charakter tak samo jak sposoby walki-obrony tego co było ważne. Jedni stosowali twarde bloki i uderzenia inni płynne uniki. I tu ciekawe jak to się stało, że nie zachował się żaden „ludowy” sposób walki na terenach Polski. Sprowadzono naród do poziomu okładania się byle jak przedmiotami przypadkowo wpadającymi w ręce. A za rzeką zachował się „kozaczyj spas”. Parę metrów wody zatrzymało takie umiejętności? Jakoś nie wierzę.

   Co było wcześniej? Obraz-przedmiot-zjawisko czy określające je słowo? Osobiście uważam, że najpierw był przedmiot, a później został nazwany-określony powstał dźwięk-rezonans, który docierając do naszego mózgu powoduje pojawienie się obrazu.

Ale czy w każdym przypadku? Wystarczy zauważyć jak mieszkańcy wielkich przestrzeni pustyń i stepów opanowali system przekazywania informacji gestem na odległość.

Przez wieki w systemie nerwowym człowieka utrwaliło się zjawisko. Kiedy słyszymy słowo określony dźwięk-rezonans wywołuje w naszym umyśle obraz.

Kiedy widzimy przedmiot-zjawisko w naszym umyśle pojawia się jego określenie-słowo-dźwięk.

Przeprowadzone doświadczenia dowodzą, że najczęściej człowiek widzi to co chce czy inaczej to czego się spodziewa, a nie to co ma przed oczami. Zakładając, że człowiek postrzega obraz tylko oczami. Medycyna konwencjonalna opisała przypadki osób „widzących” kolory palcami ale nie potrafi tego fenomenu wyjaśnić podobnie jak fenomenu osób, w których mózgu powstaje dokładny obraz tego co mają przed sobą pomimo tego że mają dokładnie zasłonięte oczy.

Myśląc, mówiąc lub słysząc słowo na przykład „dom” widzimy jakiś budynek z fundamentami, oknami, ilomaś tam kondygnacjami, dachem, kominami, balkonem etc. Jeśli rzeczownikowi „dom” towarzyszy jakiś przymiotnik na przykład „wysoki” lub „jednorodzinny” albo określenie „pod miastem” pojawiający się obraz staje się inny – zbliżony do nazwanego.

Jeśli pomyślimy słowo „pies” zobaczymy zwierzę od tysiącleci udomowione tyle, że każdy ma przed oczami innego futerkowca, zapewne takiego jaki jest/był u niego w domu, albo takiego jakiego by chciał mieć pod opieką. Ale nadal będzie to zwierzę na czterech łapach, z miłą mordką i ślepkami. No może ktoś kto ma złe doświadczenia z psem może widzieć obnażone kły i toczącą się pianę. Ale dalej to będzie „pies”. Zamknijcie szanowni czytelnicy oczy i pomyślcie albo poproście kogoś żeby wymówił słowo „pies”. Identyczny eksperyment możecie zrobić z każdym innym słowem. Nie słyszałem o przypadku kiedy słysząc słowo „pies” w swojej wyobraźni zobaczył np. ropuchę.

Jak łatwo jest manipulować sensem wypowiedzi przy niewielkich gramatycznych zmianach przekonajcie się szanowni czytelnicy na poniższym przykładzie.

Przeanalizujcie zwroty:

„Historia Żydów polskich”

„Historia Żydów w Polsce”

„Dzieje głupoty polskiej”

„Dzieje głupoty w Polsce”

Wnioski wyciągnijcie szanowni czytelnicy sami. Sądzę, że każdy z was potrafi przytoczyć kilka innych przykładów tego typu.

Komputer pracuje w sposób bardzo zbliżony do działania mózgu człowieka. Coś się zapamiętuje, coś z informacji nieużywanej „spada” na dalszy plan-zapomina się, ale zawsze można odzyskać z pamięci to co zostało starte. Dokładnie jak na twardym dysku komputera. Czasami jest potrzebna tzw hipnoza retrospektywna ale człowiek sobie przypomni. To samo jest ze świadomością zbiorową, której istnienie nauka konwencjonalna, przynajmniej ta kontrolowana przez kościół katolicki, starannie omija. Pytanie czy do systemu nerwowego w tym do umysłu człowieka można zapuścić wirus?.

Otóż wiadomo, że można i całe instytuty na świecie głównie sponsorowane przez wojsko i służby specjalne tym się zajmują. Powstało nawet takie określenie: „epidemia psychologiczna”, które oznacza zbiorowe reagowanie w identyczny sposób na wprowadzony bodziec.

Taki wirus może być zapuszczony na przykład farmakologicznie.

Po zaaplikowaniu medykamentu człowiek traci pamięć na krócej, dłużej albo zupełnie. Jeszcze nie mamy powszechnej wiedzy na temat tego czy taka pamięć jest do pełnego odzyskania. Pojawiają się informacje, że tak.

Wirus może być wprowadzony metodą hipnozy. I tu jest znacznie gorzej z odzyskaniem pamięci niż w przypadku chemii. A jeszcze gorzej z usunięciem zakodowanego rozkazu, który osoba wykona kiedy do jej mózgu dotrze określony bodziec. Nie znając „kodu dostępu” użytego przez prowadzącego działanie nie ma możliwości „odkodowania” pacjenta. Można coś usiłować zrobić na siłę ale z informacji jakie wyciekają z instytutów prowadzących te prace skutki są nieprzewidywalne i najczęściej opłakane.

Można wprowadzić jeszcze innego rodzaju wirusa do naszego systemu myślenia.

Wyobraźcie sobie szanowni czytelnicy, że ktoś pracuje nad jakimś problemem. Siedzi od kilku godzin i nagle zaczniemy mu podsuwać zapach gorącej kawy, albo smakowitego jedzenia (wiadomo co się dzieje z orkiestrą dętą jak ktoś demonstracyjnie liże cytrynę) podsuwamy mu zdjęcie odpowiednio ubranej damy lub na odwrót odpowiednio rozebranej we właściwej pozie. Podszeptujemy jakąś wiadomość na przykład „ukradną ci coś cennego”. Pomimo usiłowania skupienia się na problemie nasz wirus będzie drążył i przeszkadzał, a może całkowicie zawładnie umysłem naszego obiektu doświadczalnego. Ten ostatni chwyt stosowany jest w reklamach.

Zróbcie teraz szanowni czytelnicy eksperyment. Najpierw pomyślcie „Pussy riot”. I co pojawia się w waszej wyobraźni? Biedne dziewczynki wsadzone do paki za śpiewanie w cerkwi anty putinowskiej piosenki. A teraz pomyślcie „zbuntowane cipy”. A to dokładnie to samo tylko nie w obcym języku. Inny dźwięk-rezonans jest odbierany przez nasz mózg, który oczekuje zupełnie czego innego. I co teraz macie przed oczami? No to taka dygresja.

A co jeśli tego co widzicie nie ma? No widzicie hologram. To dopiero kawał. Ale technicznie możliwy do wykonania. I to coś odwzorowuje się w waszym mózgu jak realna rzeczywistość. A co jeśli słowa, które docierają i ich rezonans ma zadziałać na wasze mózgi są wspomagane dźwiękiem dzwonów, muzyką o określonej tonacji, modulacją głosu mówiącego? Została już skonstruowana broń, która emituje impulsy pobudzające do działania określone części mózgu. W Rosji produkują to firmy niejakiego Dierebasko w Stanach Zjednoczonych Raytheon Ludzie po napromieniowaniu ich odpowiednimi falami będą odczuwać strach, wściekłość, odczują parzące gorąco mogą im przestać działać zwieracze i zbiorowo się zanieczyszczą.

Potrafili takie pokazy urządzać i kozaccy charakternicy i egipscy kapłani bez użycia skomplikowanej aparatury.

A teraz sprawdźmy co będzie jeśli pod pojęcie używane przez stulecia podłożymy zupełnie inny obraz? I będziemy z uporem po ileś tam razy dziennie świątek piątek i niedzielę powtarzali to nowe znaczenia? To zupełnie możliwe i szeroko praktykowane.

Najbardziej jaskrawym przykładem jest zamiana przez kościoły chrześcijańskie świąt wynikających z wiary naszych przodków świętami poświęconymi chrześcijańskim bogom i bożkom nazywanymi „świętymi”. Chrześcijanie na każdy dzień tygodnia mieli tuzin świętych i mieli kogo wyznaczać na patronów danego dnia.

I co otrzymaliśmy? Zamiast święta Kupały 24 czerwca mamy świętego Jana. I tak dalej.

Ciekawe, że taki sam proces i te same święta „przykryli” tymi samymi bożkami i w kościele katolickim i w cerkwi chociaż oficjalnie te dwie organizacje nie koniecznie współpracują.

Pomijając tak nieistotny drobiazg jak fakt, że Polaków przynajmniej cztery razy usiłowano pozbawić własnego języka raz miała go zastąpić łacina język całkiem prawdopodobne, że zupełnie sztuczny i zmajstrowany jak esperanto, następnym razem francuski, potem języki trzech zaborców, a w czasie II Wojny Światowej niemiecki.

Na bieżąco obserwujemy pełzającą inwazję angielskiego, który jest na siłę wbijany do codziennego słownictwa i wielu przedmiotów czy zjawisk, czynności nawet nikt nie stara się nazwać w języku polskim, a żywcem przejmuje się angloamerykańskie. Niby jest ustawa o języku polskim ale mało kogo obchodzi, a już na pewno nikt nie egzekwuje jej przestrzegania. Mamy język koszmarnie zaśmiecony zapożyczeniami z włoskiego czy łaciny, francuskiego, niemieckiego i ostatnio z angloamerykańskiego. Tak jak by nie było odpowiedników w języku polskim. Trochę nazw narzędzi zapożyczono z niemieckiego przy okazji przybycia na nasze tereny rzemieślników z Niemiec. Odrobina pracy umysłowej i zamiast szrubstaka mamy imadło, zamiast sztamajzy dłuto, zamiast raszpli zdzierak. Z innymi też by się dało. Tylko trzeba by chcieć.

Polaków doprowadzono do tego że mało kto czyta, a jak czyta nie rozumie tekstu. Z ludzi, którzy czytają Biblię, rozumieją tekst i wyciągają wnioski kpi się nazywając ich „badaczami pisma świętego”. Pytanie, którą wersję biblii mamy na myśli.

Utożsamiono pojęcia wiara i religia, które dla każdego myślącego człowieka są czym innym.

W Polsce doprowadzono do sytuacji kiedy każdy kto nie jest katolikiem jest uważany za niewierzącego. To też manipulacja słowem.

Każdy kto powie słowo prawdy o księdzu prowadzi atak na kościół chociażby to konkretnie wymieniony z nazwiska, imienia i miejsca przebywania funkcjonariusz kościoła popełnił najohydniejszą zbrodnię. To przecież podmiana pojęcia i manipulacja.

Takie same działania prowadzi policja. Jeśli jakiś funkcjonariusz popełni przestępstwo ewidentnie przekraczając posiadane uprawnienia natychmiast ogłasza się, że coś zrobiła „policja” a nie konkretny Iksiński. To celowa manipulacja słowem bo jak mieć pretensje do całej instytucji za nieprzemyślane postępowanie jednego osobnika.

A w obydwu przytoczonych przykładach do kogo mieć pretensje i kto powinien ponosić konsekwencje? Chyba właśnie chodzi o zatarcie odpowiedzialności przez manipulacje.

Ogromnie ciekawa jest prowadzona przez służby specjalne Wielkiej Brytanii akcja „basic english”. Otóż opracowano na użytek kolonii i krajów, które planowano lub planuje się zdominować podstawowy-bazowy angielski. W tym celu wybrano z języka angielskiego około 800 słów rzeczowników, czasowników, przymiotników i postanowiono do nich ograniczyć system komunikacji między osobnikami wybranych nacji poddanych eksperymentowi. Aktywny udział w opracowaniu tego programu brał niejaki Orwell. Ten sam, który splagiatował „Bunt” napisany przez Reymonta.

Cel był bardzo prosty. Przy pomocy tak ograniczonej liczby słów nie da się wyrazić precyzyjnie swoich myśli. Każdy kto uczył się jakiegoś języka i na początku tej drogi usiłował się w nowo poznanej mowie z kimś porozumieć wie jak to jest kiedy posiadany zasób słów nie pozwala wyrazić tego co byśmy chcieli. Człowiek miota się i nie jest w stanie wyartykułować tego co chce. Męczy się, a po pewnym czasie mówiąc kolokwialnie głupieje. I o to właśnie chodziło. Takie działanie na masową skale w dłuższym przedziale czasowym przynosiło ogromne korzyści. Dostawała się do kierowania masa osobników o mocno ograniczonej inteligencji. A to marzenie każdego zdobywcy.

Jeśli ktoś nie wierzy, że operacja zamiany języka jest możliwa niech się zapozna z historią języka narodów zamieszkujących tereny Rumunii.

Niezmiernie ciekawa i pouczająca w tym kontekście jest historia „zapisów” w różnych językach.

Chińczycy, którzy mają na swoim terytorium ogromną ilość narodowości i w związku z tym sporą ilość języków dość mocno różniących się jeden od drugiego mają jeden system zapisu, który niewiele się zmienił od kilku tysięcy lat. Praktycznie żyjący współcześnie, średnio wykształcony Chińczyk z niewielkim trudem potrafi odczytać zapisy sprzed kilku tysięcy lat.

Sposób zapisywania myśli jest elementem cementującym narody Chin i bez tego jednolitego systemu jest wielce prawdopodobne że Chiny rozpadły by się na ileś tam samodzielnych państewek. Nawet bez pomocy z zewnątrz. Podobne rzecz się ma z językami arabskimi. Arabowie nie dogadają się ale tekst pisany bez wielkich problemów przeczytają od Iraku do Algierii.

To poniekąd daje do myślenia dlaczego tak konsekwentnie, wszelkimi metodami walczy się z informacją o sposobach zapisywania informacji stosowanych przez Słowian.

Wmawia nam się że Słowianie nie mieli systemu zapisu. Okazuje się, że mieli i to kilka. Zachowały się tabliczki zapisane runami, a ich zdjęcia były publikowane. Od ponad 150 lat wiadomo, że język Etrusków miał wiele wspólnego z językami słowiańskimi, a w dodatku używali alfabetu podobnego do słowiańskich runów.

Profilaktycznie usiłuje się tą informację zdyskredytować, zdjęcia tabliczek z zapisem runicznym ogłoszono falsyfikatami, a całość skoro nie wpisuje się w obowiązujący trend - jest nieprawdą.

Ciekawe jak ktoś wyobraża sobie handel na sporą skalę bursztynem, krzemieniem pasiastym, złotem bez chociaż by zacinania na patyku ilości worków.

Jednym z systemów zapisu używanych przez Słowian było 246 runów. Części plemion słowiańskich, które oderwano od całości zamieniono system zapisu na litery „łacińskie”, które nie oddają nawet dźwięków w ich mowie. Mam tu na myśli tych, o których podania ludowe mówią Lech, Czech, Rus, Prus.

Na podstawie tych runów Cyryl i Metody zmajstrowali staro-cerkiewno-słowiański skracając system zapisu do 140 znaków. Popioły starożytnych Słowian w grobach wirują jak trąby powietrzne jak słyszą o swoich powiązaniach z cerkwią chrześcijańską.

A czy wiecie szanowni czytelnicy dlaczego większość starożytnych ludów paliła zwłoki swoich zmarłych? Otóż dusza może opuścić nasz świat dopiero kiedy ostatnia cząsteczka ludzkiego ciała rozłoży się. Stąd dążenie kościoła do zniewolenia duszy poprzez wmurowanie czyjegoś zasuszonego organu w ścianę kościoła. W ten sposób neutraliowało się „szkodnika” na wiele wieków. Dusza nie wracała, a wiedza i możliwości wraz z nią.

Zmniejszenie ilości używanych znaków znowu zmniejszyła możliwość precyzyjnego zapisania myśli i uniemożliwiło wielostopniowy zapis sensu treści.

Na następnym etapie walki z dokumentami pisanymi przechowywanymi jeszcze na terenach Rosji wielki reformator Piotr I, ten sam, który nakazał grożąc opornym śmiercią, zwieźć do klasztorów pod pozorem konieczności skopiowania wszystkie stare księgi znowu zmniejszył ilość symboli w istniejącym systemie zapisu i znowu zmniejszyła się możliwość precyzyjnego zapisywania myśli. Nawiasem mówiąc ksiąg zwiezionych do kopiowania już nikt nigdy nie widział. Na terenach polskich już wtedy panoszył się zapis literami łacińskimi nawet nie pozwalającymi odtworzyć wszystkich dźwięków w słowiańskiej mowie.

Pojawiały się „kopie” w wielu egzemplarzach znacznie się między sobą różniące treścią.

Największej falsyfikacji materiałów pisanych dokonano w chwili wynalezienia druku. Wszystkie księgi pisane ręką ludzką miały zostać „wydrukowane”. Wszelkie materiały pisane przed crystianizacją na ziemiach polskich jeszcze nie zostały odnalezione i opublikowane. Co z tego co było napisane „wydrukowano” tego jak dotąd nie udało się ustalić. W zachodniej części Europy znany z zapędów do niszczenia osiągnięć ludzkości kościół katolicki co cenniejsze nośniki wiedzy puścił z dymem. Na terenie Polski kościół mocno zmonopolizował opisy zdarzeń podawanych za fakty.

Dalej po rewolucji październikowej dokonano kolejnej dewastacji systemu zapisów pod pozorem dopasowania piśmienności do możliwości ludu pracującego.

Dla tych przywiezionych wraz z Trockim – Bronszteinem i Leninem – Uljanowem – Ronsztejnen i Dzierżyńskim – Rufusem (no ten to się pewnie rosyjskiego wcześniej nauczył żeby pisać donosy na powstańców), którzy dorwali się do władzy w Rosji po rewolucji i musieli się pilnie nauczyć języka rosyjskiego, a zwłaszcza w piśmie uproszczenie było konieczne.

Niektórym plemionom słowiańskim, które odrywano wszelkimi metodami od korzeni wmieszano w system zapisu litery łacińskie.

Te działania stają się zrozumiałe jeśli zapozna się z metodą zapisu, odczytywania pisma runicznego i pozna system wielostopniowego odczytywania treści zapisu.

Ale wracając do tematu. Stosunkowo łatwo jest zamienić pojęcia znane narodowi pod określonym słowem. Tak stało się między innymi ze słowem „BÓG”

Słowianie pod słowem „BÓG” rozumieli współplemieńców, którzy osiągnęli bardzo wysoki poziom rozwoju duchowego i posiedli odpowiednie twórcze umiejętności. Wszyscy żyjący byli „Dziećmi Bogów”. Do przymusowej chrystianizacji Słowianie mówili o sobie: „jesteśmy dziećmi Tarcha i Tary” Stąd terytorium zamieszkiwane przez Słowian nazywano Trataria. Kto ma możliwość powinien się zapoznać z pierwszy wydaniem Encyklopedii Brytyjskiej z 1771 roku. Tam po raz ostatni opisano „Wielką Tartarię” i przedstawiono mapę zamieszkiwanych przez Słowian terenów.

Czym zastąpiono to pojęcie? Mityczną, bezimienną postacią czy siłą, zmajstrowaną na podstawie podań kilku lub kilkunastu narodów, której nikt nie jest w stanie zdefiniować, wszechwiedzącą i wszechobecną, która o wszystkim decyduje za nas i za nic nie ponosi żadnej odpowiedzialności. Prawie jak dzisiejsi urzędnicy. Nieprawdaż? A nie przyszło wam szanowni czytelnicy, że właśnie chodziło o stworzenie w mózgach ludzi odpowiedniego wzorca?

Spróbujmy prześledzić dalsze konsekwencje wprowadzenia takiego pojęcia.

Pierwsze było to przygotowanie do wprowadzenia wszelkiej maści totalitaryzmu: faszyzmu, komunizmu i pokrewnych bo istota ludzka została mentalnie przygotowana do przyjmowania bez zastrzeżeń idących niejako „z góry” wyroków zakładając że nic od niej nie zależy i nie ma się co takiej sile sprzeciwiać. A jedynym skutkiem sprzeciwiania się będzie kara z góry, na którą biedak ziemski śmiertelnik nic nie będzie w stanie poradzić. I mamy biernego, posłusznego zniewolonego mentalnie osobnika, z którym można zrobić co się chce, a on ani zipnie.

Jaki zdrowo myślący humanoid, którego nie poddano wielowiekowej obróbce psychologicznej dopuścił by się bez zastanowienia i sprzeciwu takich zbrodni jak chrześcijanie opętani swoją ideą? Zniszczenie wiedzy i wiar ludów zamieszkujących Europę, zniewolenie Czarnej Afryki, holocaust Indian w obydwu Amerykach, wojny w Europie w tym dwie światowe, wyprawy krzyżowe, wynalezienie obozów koncentracyjnych, inkwizycja, tortury, palenie na stosach, rewolucje we Francji, Wielkiej Brytanii i w Rosji.

A budowa postępowego ustroju jakim miał być kapitalizm ile pochłonęła ofiar? Samo ogradzanie w na Wyspach Brytyjskich. Pospolitych przestępców wyznających religię chrześcijańskie litościwie opuszczę.

Co by ktoś nie powiedział wszystko to dzieło „chrześcijan”, a przynajmniej tych, którzy sami się tak nazwali, musieli budować specjalne budynki do kontaktów ze swoim „Bogiem”, wyznawali dziesięć przykazań etc. Żaden kapłan chrześcijański nigdy żadnego przestępcy nie wykluczył ze wspólnoty. Gdzie wartości chrześcijańskie, gdzie duchowość wychowanków szkół przyklasztornych i dziatwy zapędzanej na lekcje religii? W praktyce tak to wyglądało i wygląda.

A to konsekwencja podmiany pojęć. Gdyby ludzie tu żyjący przestrzegali wartości swoich przodków i rdzennych „Bogów” nie koniecznie tylko słowiańskich tego wszystkiego, można przypuszczać by nie było.

A jakie będą konsekwencje podmiany innych pojęć. O ile zamiana nazwy „krawat” na „zwis męski dekoracyjny przedni” czy „wózek dziecięcy” na „gondola nośna” były zrozumiałe – w ten sposób wprowadzano na rynek nowości. Za wprowadzenie „nowości” był bonus.

Jaki bonus będzie z zamiany pojęcia „ojciec” nazwą „rodzić pierwszy” czy pojęcia „matka” nazwą „rodzic drugi” W budowie anatomicznej i funkcjach nic się nie zmieni. Ale może sprowadzi się ich do roli „kukułki” która zniosła jajo i podrzuciła go innym do wychowania. Tu nie będzie podrzucania będzie odebranie przez stosowny urząd do żłobka i dalej państwo będzie wychowywało na użytek trans-nacjonalnych korporacji profesjonalnego konsumenta. Na użytek kościoła państwo wychowuje potulnego parafianina dającego na tacę i o nic nie pytającego. Osobnicy do produkcji wraz z pojawieniem się drukarek 3D, które będzie się powoli doskonaliło stają się zbędni.

Jakie konsekwencje będzie miała zamiana pojęcia „Murzyn” nazwą „Afroamerykanin”. No ktoś w jakimś celu to zrobił. I jestem dziwnie przekonany, że realizuje tym sposobem jakiś na razie tylko jemu znany cel.

Widzimy na bieżąco jak między pojęciami Hitleryzm i Stalinizm stawia się znak równości.

A w jakim celu. Otóż Stalin dał kilka razy prztyczka w nos globalistom i pomieszał im szyki. Cofnął firmom zachodnim koncesje na grabienie Rosji. To niewybaczalne.

Cele się nie zmieniły to trzeba Stalinizm obrzydzić. Jeszcze by się ludzi za dużo domyślili.

Dlaczego niewidomego, chromego, głuchego, etc wrzucono do jednego worka i nazwano „niepełnosprawny”. Cel majaczy ale może na razie jest ukrywany. Jak się zabiorą do eksterminacji to łatwiej będzie eliminować niepełnosprawnych niż na przykład tylko niesłyszących.

A bardziej przyziemne przykłady zamiany pojęć. Na każdym kroku możecie się dowiedzieć, że jak coś tam kupicie to dostaniecie coś tam „gratis”. Co znaczy „za darmo”. A to jest dokładnie z premedytacją wkalkulowane w cenę całości zakupu.

Działacze państwowi na każdym kroku okłamują swoich pracodawców-płatników podatków wmawiając, że coś tam państwo daje za darmo. Państwo nic nie daje bo nie ma nic poza naszymi wpłatami na wspólne cele-podatkami. I ma je dzielić we właściwy sposób. A głosi, że „za darmo” daje. Jak by Rostowski na podwórku tego Ministerstwa przy Świętokrzyskiej 12 w Warszawie ognisk nie rozpalał to kasa na nasze cele w workach ze zrzutów się nie pojawi. Sporo nam podprowadzą, ale o dawaniu mowy nie ma. Kosztów utrzymania instytucji unijnych naszych wpłat i otrzymywanych „dotacji” nikt jeszcze nie zbilansował.

Zresztą z samego pojęcia składek na wspólne cele zrobiono haracz, środki pochodzące z którego urzędnicy z upodobaniem, a bezkarnie marnują.

Ludzie wynajęci za nasze pieniądze żeby się zajmowali naszymi sprawami z należytą starannością nazwali się „władzą” i usiłują się szarogęsić. Pora postawić coś z głowy na nogi.

A teraz rozpatrzymy inny przykład zamiany pojęcia pod słowem.

Istnieje pojęcie „SŁOWIANIE”. I tu się zaczynają nieporozumienia. Czy Rusowie ewentualnie Rosjanie to Słowianie? Czy Rumuni to Słowianie?. Czy Słowacy to Słowianie? No bo jedni mają płaskie nosy i skośne oczy, a inni czarne włosy jeszcze inni niebieskie. Jest jakiś wspólny genotyp?

A teraz spójrzmy na to słowo inaczej. A co jeśli „SŁOWIANIN” to nie narodowość czy przynależność etniczna, a wyznanie???

Jeśli przyjmiemy, że „SŁOWIANIN” pierwotnie oznaczał wyznawcę wiary w określonych Bogów to bardzo wiele wyjaśnia. Nie pozwala również dzielić jak to się zauważa ze względu na rysy twarzy czy postawę. I utrudnia napuszczanie jednych na drugich i rządzenie.

Od lat pochodzenie pojęcia „Słowianie” jest przedmiotem domysłów. To że pochodzi od słowa „slave” niewolnik to jeszcze inaczej. A to były plemiona, które „sławiły swoich bogów”. Zapewne analiza pochodzenia imion używanych do współczesnych czasów takich jak Bole-sław; Broni-sław; Stani-sław; Zdzi-sław mogłaby być pomocna. (W języku rosyjskim mówi się Sław-ianin nie Słow-ianin. Pewnie i to kiedyś zamieniono bo języki pochodzą z jednego źródła). Słowian łączyła wspólna wiara w tych samych Bogów, wspólny język, wspólny system zapisu. Nad podzieleniem narodów przez różnice językowe pracuje się do dzisiaj. Ileż teraz pojęć staje na swoje miejsce. I wojny organizowane przeciwko Słowianom przez Watykan też dają się prosto wyjaśnić. W celu rozbicia ich jedności odrywano jedno plemię po drugim, modyfikowano język a nawet narzucono nam alfabet, który nie w pełni oddaje zakres dźwięków z których składa się nasza mowa. Jeszcze można spotkać denar Mieszka opisany cyrylicą. A jak to? Mieszko zmarł w 992 roku, Rusi chrześcijaństwo narzucono w 988. Już rozpowszechnili używanie cyrylicy? Cyryl i Metody żyli znacznie wcześniej ale jak by trochę gdzie indziej. Jak się nas przekonuje prymitywni ludzie nie potrafili szybko na duże odległości przekazywać informacji. Nie znaleźli kilku sztuk denarów i nie zniszczyli jak wielu innych artefaktów. Kto? Pomyślcie komu to przynosi korzyść

Przez wieki usiłowano stworzyć zbitkę słowną Polak-katolik byle tylko poróżnić nas z prawosławną Ukrainą, Rosją, Serbią. Jako dziwo przedstawia się w opracowaniach naukowych fakt, że słowińska Ukraina (czy ktoś wtedy słyszał o Ukrainie jako samodzielnym państwie?) sprzymierzyła się z muzułmanami. Nikomu nie przyszło do głowy że to narody miały dość pochodu katolickiego Watykanu, a Polacy byli ramieniem Watykanu w tym rejonie. Do dzisiaj jesteśmy państwem – przedmurzem nie chrześcijaństwa tylko watykanizmu.

A teraz weźmy słowo „ŻYD”. Stajemy przed miejscem, do którego przyjeżdżają wycieczki z Izraela. Z autobusów wysiadają biali, czarni, blondyni, bruneci, rudzi. Dopatrzeć się jednolitego typu nie da rady. To nie jednorodna narodowość to znowu wspólnota wyznaniowa. W Europie Żyd był przedstawiany jako osoba z czarnymi włosami i oczami. W Egipcie to blondyn z niebieskimi oczami. Spójrzcie na miss Izraela. A może rozpowszechnienie takiej wiedzy miało służyć ukryciu czegoś?

Zresztą w Europie prawdziwego Żyda nie uświadczysz. To wszystko potomkowie plemion chazarskich, których chan przyjął judaizm, rozpędzone przez księcia Świętosława jak się odważyli na Słowian najechać. Do dnia dzisiejszego tak do końca nie wiadomo gdzie był Kaganat Chazarski.

I znowu wiele staje się jasne. A tu znowu ciekawostka. Kiedyś tam w starych czasach chan tatarski zgłosił swoją kandydaturę na króla Rzeczpospolitej. Został po tym wiekopomnym fakcie portret owego osobnika. I całkiem ci on nie podobny do tych tatarów co to nam ich rysują. Za to ci rysowani Tatarzy za skośnymi oczami przypominają Chazarów opisywanych przez archeologów w byłego Związku Radzieckiego. Sam widziałem paru Tatarów i to zarówno mieszkających w Polsce jak i na Krymie żaden malowideł nie przypominał. Z kim zatem kiedy i gdzie nasi przodkowie wojowali?

Wymyślono pojęcie „antysemityzm” który nie wiadomo czemu ma oznaczać wroga „narodu żydowskiego”. A co z resztą plemion semickich? Jak na dzisiaj to największym wrogiem Semitów Egipcjan, Syryjczyków, Persów i innych jest Izrael. Jak ładnie zmanipulowano słowo-pojęcie. Chyba przy okazji coś ukryto.

Cofając się do niewyjaśnionych zjawisk w historii Europy można zapytać czy kaganat chazarski nie leżał na pograniczu obecnej Białorusi i Polski co by tłumaczyło zamiar zorganizowania w tym rejonie Judeopoloniki po I Wojnie Światowej czy Lublinlandu w czasie II Wojny i ciągoty Chazarów udających Żydów do zkolonializowania tych terenów w różnych formach. Takie dążenie widzimy od stuleci. A może po rozpędzeniu ich przez Słowian jak się tu pchali chwilowo tam osiedli?

Jak można zmanipulować opinie publiczna zamieniając jedną nazwę drugą. Nazwano najzwyklejszą indoktrynację prowadzoną przez kościół katolicki od przedszkola „ewangelizacją” i wszyscy się cieszą. No może indoktrynacja to ewangelizacja bez molestowania? Jak to teraz ładnie brzmi. A jak jest różnica? Sami szanowni czytelnicy wyciągnijcie wnioski.

Ile zjawisk pospolicie nazywanych przez kościół katolicki „czarami” ochrzczono „cudami” bo dokonywali ich jedynie słuszni i nieomylni i są po linii i na bazie.

To też najzwyklejsza manipulacja słowem – obrazem.

W dzisiejszych czasach fotoshopu i animacji komputerowej trudno jest rozróżnić fikcje od rzeczywistego obrazu. Trzeba być niezłej klasy specjalistą żeby się zorientować czy to co widzą nasze oczy, a syntezuje nasz mózg to to co JEST. Zwłaszcza jeśli widzimy zdjęcie czy obraz na ekranie kina czy monitora.

Kto z przeciętnych widzów odróżni broń strzelającą ślepymi nabojami od strzelającej ostrą. Kto dostrzeże różnicę pomiędzy żołnierzem biegnącym pod ostrzałem i pozującym do zdjęcia. Pokazują nam osobnika z jakimś przedmiotem wetkniętym w dziurę w ścinie czy między worki z piaskiem i wmawiają że za tą ścianą rozgrywa się „wojna”. Nawet nie wiemy gdzie ta ściana i czy worki realnie istnieją.

I tu mamy kolejną manipulację słowem. Usiłują nas przekonać, że „wojna” to jak strzelają rzucają granatami, zrzucają bomby, coś wybucha, kurzy się, dymi są zabici i ranni. Zabitych i rannych też nam pokazują dobrze ucharakteryzowanych. Jak ktoś dobrze się przyjrzy to w następnym serwisie ten sam „ciężko ranny” nawołuje do świętej wojny przeciwko... wymachując karabinem trzymanym w ręce, którą w poprzednim materiale urwała mu niesłuszna mina.

W taki sposób można ludziom wmówić, że te działania, które się przeciwko nim prowadzi pozbawiając ich życia, mienia, zdrowia, zapędzając w niewolę to nie „wojna”.

W taki stosunkowo prosty sposób manipuluje się ludźmi. Słowo „wojna” zawsze i wszędzie budziło grozę i powodowało bardzo określone reakcje. Jeśli działania mające ten sam cel i skutek przyozdobimy innym określeniem ludzie nie będą się odpowiednio aktywnie bronili.

I tu kolejne niewyjaśnione zjawisko. Jak wiele stuleci temu napisał Chiński generał Sun Tzu w swoim traktacie „Sztuka wojny” cytuję: ” ...wojna jest sprawą wielkiej wagi. Ktoś kto się w nią wplątał bez uprzedniego przygotowanie, może być poczytywany za głupca”

Jak w tym świetle należy odnosić do zrywów wyzwoleńczych Polaków? Nie należy zapominać, że wszystkie zrywy były dowodzone przez zawodowych wojskowych. Warto wyciągnąć wnioski.

Od lat wmawia się Polakom, że ponosili jedynie klęski. Ma to na celu poniżenie nas jako narodu i wmówienie, że nie grzeszyliśmy rozumem. Te zwycięstwa, które Polacy odnieśli są starannie przemilczane, zapominane i zacierane w pamięci. Dlaczego podręczniki do historii dla uczniów i studentów nie wspominają o zwycięstwie księcia Świętosława nad Chazarią???

Dlaczego tak półgębkiem mawia się o przyczynach bitwy pod Grunwaldem??? Dlaczego tak mało wspomina się o jedynym powstaniu, które odniosło zwycięstwo – Powstaniu Wielkopolskim.

A dlaczego tak trąbi się o „Wiktorii Wiedeńskiej” która doprowadziła do ruiny państwa Polskiego no ale Watykan naszymi rękami uratował katolicką Austrię. Szkoda, że kiedy Austriacy w ramach wdzięczności za okazaną pomoc zagarnęli kawał Polskiej papież nawet im palcem nie pogroził.

Dlaczego dniem Wojska Polskiego uczyniono datę walki z Rosją? No co prawda miało to mało wspólnego z walką z Narodem Rosyjskim. Typowo po katolicku. W końcu jak ci nieszczęśni Polacy dobili się wolności to tak głupio się urządzili, że już po 20 latach pokonał ich sponsorowany przez Watykan i Stany Zjednoczone, a zwłaszcza banki, których właścicielami nie byli Papuasi Hitler. Jakoś mało się wspomina, że po półtora wieku niewoli nawet tory w części Polski trzeba było przekładać, ujednolicić walutę, po drodze urządzono nam całkowicie zbędną wojnę z Rosją Radziecką, a wynoszony na piedestały Piłsudski był największym wrogiem unowocześnienia polskiej armii. Uważał, że najważniejsze jest wymachiwanie szabelką z siodła na Kasztance.

I jakoś mało się wspomina o fakcie, ze w czasie kiedy wybuchła wojna Polsko-Bolszewicka wybuchło kilka zrywów, które miały na celu wypędzenie Bolszewików z Rosji, a obronę caratu.

Jak już po wielu perypetiach Hitlera i spółkę jedynie niesłuszna Armia Czerwona i zorganizowane w związku Radzieckim Ludowe Wojsko Polskie wypędziły z naszej ziemi to znów tak głupio się urządziliśmy, że zlikwidowaliśmy analfabetyzm, zwalczyliśmy gruźlicę, wyciągnięto ludzi z suteren, każdy miał opiekę lekarską za wspólne podatki i za naukę dzieci i młodych ludzi płaciło całe społeczeństwo aż nasi dobroczyńcy musieli nam pomagać tamtych obalić i zmieść ten bałagan. Teraz za sukces podaje nam się stworzenie państwa, w którym najpierw pytają o ubezpieczenie, a potem leczą, za naukę się płaci dodatkowo bo podatki bezkarnie i bez umiaru marnują urzędasy, a młode pokolenie za największe szczęście uznało wyjechać stąd i więcej nie wracać. No to dopiero sukces. Na miarę doprowadzenie do śmierci 200 tysięcy ludzi i zrównania stolicy państwa z ziemią. I tak nami manipulują „chwilowi Polacy”, którzy się tu rozpanoszyli. Ledwie taka obywatelstwo dostanie,a już nas poucza co mamy w swoim kraju rozebrać, a co zostawić.

Szanowni Czytelnicy swoją pracą nawołuję do sięgnięcia do źródeł i zapoznania się z faktami historycznymi, a w dodatku wyciągania wniosków. Nie dajcie sobą bezkarnie manipulować.


Stronę robił Ivan Nikolaev

Wszelkie prawa zastrzeżone www.slowianie.org
Wykorzystanie materiałów tylko za zgodą właściciela strony.
Mapa strony