Wywiad z Nikołajem Szerstiennikowem
Wywiad z Nikołajem Szerstiennikowem - psychologiem, dziennikarzem i uzdrowicielem, twórcą metod i technik pracy nad własnym ciałem i umysłem.
gazeta: PARACELSUS numer 3/2004 
...z gazety przepisał, autor strony...

Moja siła pochodzi od Boga -

Kim Pan jest - nauczycielem czy uzdrowicielem?

   Uważam, że przede wszystkim nauczycielem. Swoje zadanie widze w tym, żeby praktyk, którymi sam się posługuje, nauczyć jka największą liczbę ludzi. Metody te są niezwykle efektywne i dostępne w zasadzie każdemu człowiekowi, niezależnie od osobistego przygotowania. Bardzo ważnym jest nauczyć człowieka kierować swoim samopoczuciem. To pierwszy krok do stworzenia z nas ludzi gotowych do dalszego rozwoju. Mojej działalności jako nauczyciela towarzyszy zaś uzdrawianie innych. Za pomocą uzdrawiania udowadniam praktyczną wartość ćwiczeń i efektywność tych metod, których nauczam.


Skąd pochodzi Pańska wiedza - od samego Stwórcy czy od Mistrza?

   Zaczęło się całkiem prozaicznie - sam zachorowałem. Byłem młody, pełen sił i energii, a tu nagle... choroba!  Z początku myślałem, że zdrowie wróci samo i znowu będę w dobrej kondycji. Ale dni mijały, mój stan się pogarszał i nie było żadnych widoków na poprawę.  Bardzo chciałem znów być młodym i silnym, ale los zrządził tak, że w ciągu kilku miesięcy od początku choroby stałem się inwalidą.
Jeśli kontynuowałbym leczenie za pomocą metod medycyny akademickiej, choroba już wtedy zakończyłaby się odejściem do innego świata. Na szczęście wystarczyło mi woli i zdecydowania, by odmówić przyjmowania mikstur czy tabletek i zająć się swoim zdrowie. W tym momencie poczułem po raz pierwszy Wyższą Wolę. W mojej głowie pojawiły się wówczas myśli o tym, jak przeprowadzać ćwiczenia, prawidłowo oddychać, poruszać się. 
Z Boską pomocą udało mi sie szybko odbudować swoje zdrowie, nauczyć się kierować własnym samopoczuciem. Z czasem przyszło doświadczenie i nawyk pomocy innym ludziom. Tak więc mistrza nie miałem. Zamiast niego była choroba. A źrudłem wiedzy tajemnej stał się nasz Niebieski Ojciec. Od Niego otrzymałem wiedzę i życie, które po powrocie do zdrowia zacząłem od nowa.
Dwadzieścia lat zajmuję się rozwojem sztuki samodoskonalenia i od dwudziestu lat nie pije alkoholu, nie palę, staram się przestrzegać przykazań i działać zgodnie z przeznaczeniem, które wyznaczył mi nasz Pan!


Naucza Pan jak być zdrowym, jak się samodoskonalić... Od czego powinniśmy zacząć?

   Bycie zdrowym jest najważniejsze, to pierwszy krok do rozwoju osobistego. Kiedy człowiek jest chory, trudno mu myśleć o czymś innym niż własna choroba. Cały czas jest skoncentrowany na swoich odczuciach, wsłuchuje się w siebie i obserwuje objawy choroby. Najważniejsze w uwolnieniu się od cierpienia, to przestać wsłuchiwać się we własne przeżycia i zacząć cieszyć się życiem. Należy znaleźć siły do walki z chorobą. Pierwszy krok na drodze do samodoskonalenia się polega na zrozumieniu najgłębszej przyczyny choroby i nauczeniu się przeciwstawania negatywnej sile, którą tworzą wszelkie schorzenia. Następnym krokiem będzie maksymalny rozwój osobistych możliwości. A potem człowiek zaczyna szukać tego, co znajduje się w nim samym. Nie jesteśmy w stanie dotknąć Boga, dopóki nie stworzymy w sobie duchowych możliwości. Dlatego nie wolno oddzielać umiejętności kierowania swoim samopoczuciem, od poszukiwań drogi do Boga. Trudno je bowiem od siebie oddzielić. W pierwszej kolejności z reguły następuje uzdrowienie, wybawienie od chorób, a potem już zaczyna się żmudna i delikatna praca nad rozwojem swoich maksymalnych możliwości i szukanie dróg do Najwyższego!

 
Kiedy zaczął się Pan interesoać rozwojem duchowym?

  Jak wcześniej wspomniałem, prawdziwe zainteresowania tymi zagadnieniami pojawiły się w wieku dojrzałym, kiedy zdołałem się wyleczyć z choroby. Lecz nastroje mistyczne zacząłem odczuwać już w dzieciństwie. Co prawda wtedy ich nie rozumiałem, ale uważałem, że są bardzo ważne i że bez nich moje życie będzie ubogie i nudne. Dziadek i ojciec byli duchownymi i cała rodzina czciła Wyższe Siły i kierowała się przykazaniami Ewangelii. Dlatego też od dzieciństwa jasno wiedziałem, że Bóg istnieje, że właśnie On stworzył świat i wszyscy jesteśmy Jego dziećmi. Później, kiedy trzeba było poważnie zająć się swoim własnym zdrowiem, pomogły mi nastroje z dzieciństwa. Modliłem się, w ten sposób zwracałem się do Boga z prośbą o pomoc i otrzymywałem ją w postaci wiedzy o ćwiczeniach i metodach uzdrawiania.


Jak traktuje Pan to, co robi? Czy w Pana przekonaniu nauczanie i leczenie to misja czy po prostu profesja, zajęcie jak każde inne?

  Mówić o tym, że to zwykłe zajęcia, jak praca w biurze, nie wypada. Po to, aby nieść ludziom wiedze tajemną, koniecznie trzeba mieć Wyższe Błogosławieństwo. Dane mi ono było w tym momencie, kiedy zacząłem wychodzić z choroby. Całą późniejszą pracę wykonywałem ze znakiem Błogosławieństwa Najwyższego. Sądzę, że wypełniam określoną misję, powinienem dostarczyć ludziom tę wiedzę, którą dano mnie. A to wymaga pewnych ofiar i podporządkowania swoich dążeń i pragnień celowi najważniejszemu. Prawie dwadzieścia lat jeżdżę po świecie, by opowiadać ludziom o ich zdolnościach. Podczas zajęć badam różnorodne umiejętności człowieka, odkrywam najgłębsze możliwości, które posiada każdy. To misja - i dla jej spełnienia konieczna jest nieustająca wewnętrzna praca; koncentracja uwagi na najważniejszym - rozwiązywaniu tych zadań, które pomogą ludziom wyzbyć się stereotypów myślenia i percepcji, pomogą nauczyć żyć twórczo i na każdym kroku widzieć Najwyższe Przeznaczenie. 
Na pierwszy rzut oka zadania te są złożone, ale z pomocą Boga wszystko da się rozwiązać i może nawet okazać się czymś w rodzaju zwyczajnej pracy. Ważne, by stale widzieć i odczuwać najważniejsze, wtedy misja będzie wypełniać się w sposób pewny i bez komplikacji.


Czy Pańskie życie zmieniło się po tym, jak zaczął się Pan zajmować uzdrawianiem?
 
  Ono nie tylko zwyczajnie się zmieniło, ale stało się zupełnie inne. Nie mówię już o tym, że odsłoniły się wewnętrzne zdolności, istnienia których wcześniej nie podejrzewałem. Pojawiła się możliwość pomagania ludziom nie tylko słowem, ale i konkretnymi działaniami uzdrowicielskimi. No i najważniejsze - w życiu pojawił się Wyższy Zmysł, zmieniły się relacje z otoczeniem i teraz w każdej zwyczajnej czynności widzę Wolę, która pomaga mi poruszać się w życiu i osiągać wysokie cele.
 
 
Pańskie życie to nieustanna wędrówka. Czy to pomaga w rozwoju duchowym?

  Rozwój duchowy nie zależy od tego czy człowiek siedzi w miejscu, czy podróżuje. Istotny jest stan wewnętrzny, nastawienie na głębokie poszukiwania, na to, żeby móc ujrzeć Boga we wszystkim, co nas otacza. Istnieją samotnicy, którzy nigdzie nie jeżdżą i żyją w odosobnieniu, ale oni w swoim duchowym rozwoju zaszli już bardzo daleko. Do nich przychodzą ci, którym potrzebna jest pomoc albo rada. Mnie wyznaczono, bym wiele jeździł i niósł wiedzę ludziom. To jedno z najważnieszych zadań w moim życiu. Myślę, że przyjdzie czas, kiedy wypełnię swoją misję i życie się zmieni. Prawdopodobnie pojawi się możliwość pozostania na miejscu i ci, którym potrzebna będzie moja rada, zaczną przyjeżdżać do mnie. Póki co, mój rozwój duchowy związany jest z ciągłymi przenosinami. W podróżach odkrywa się wiele nowego i interesującego, ludzie opowiadaja o swoich problemach, a te historie pozwalaja na nowo spojrzeć na życie, zrozumieć to, co ważne. Dlatego można powiedzieć, że moje nieustanne wyjazdy tylko pomagają w rozwoju duchowym.
 
 
Jest Pan autorem wielu książek. Czemu służą te publikacje.
 
  Książki to możliwość dostarczenia informacji większej liczbie osób. Wiedzę, którą udało mi się zgromadzić, trzeba przecież przekazać ludziom. Lecz możliwości fizyczne są ograniczone, dlatego też zapragnąłem opowiedzieć o swoim doświadczeniu poprzez książki. Nie ich liczba jest jednak ważna, ale to, co mówią one o różnych aspektach wiedzy tajemnej. Im więcej uda mi się ich napisać, tym większa liczba ludzi będzie mogła zaznajomić się z moim doświadczeniem duchowej działalności i na jego podstawie opracować własne, niepowtarzalne i unikatowe ćwiczenia, metody oraz sposoby rozwoju wewnętrznego. W książkach udało mi się opowiedzieć o tym, jak przebiegał mój rozwój, jakimi metodami i sposobami osiągnąłem określone granice. Czeka mnie napisanie jeszcze kilku, w których pragnę podsumować wyższe stopnie treningów. Zamierzam opowiedzieć w nich, jak osiągnąłem nowe, niezwykłe możliwości. Mam nadzieję, że te książki pomogom licznym potrzebującym dokonać kolejnego, ważnego kroku na drodze osobistego rozwoju. Poza tym moje publikacje pomagają tym, którzy są zmuszeni pracować samodzielnie. Nie wszyscy przecież mogą uczestniczyć w kursach i treningach. Nabór do grup jest ograniczony, a wielu ludzi mieszka daleko od tych miejsc, gdzie odbywają się zajęcia. Dlatego kożystają oni z książek i - jak pokazuje doświadczenie - pracują bardzo aktywnie i skutecznie. Książki działają same i pomagają ludziom przyswajać wiedzę.
 
 
Jak żona i dzieci znoszą Pańskie niekończące się podróże? Czy pomagają Panu w wypełnianiu powołania?
 
  Życie osobiste odbywa się jakby wewnątrz. Kiedy osiągasz określony stopień rozwoju, pytanie o życie osobiste w zwykłym rozumieniu tego słowa już nie istnieje. Wszystkie myśli, uczucia i dążenia podporządkowane są najważniejszemu - przekazaniu ludziom wiedzy. Widocznie taki mój los, że trzeba bardzo dużo jeździć i cały czas spędzać na obcowaniu z ludźmi. Daje to bezcenną możliwość gromadzenia nowych doświadczeń. Żona i dzieci ze zrozumieniem odnoszą się do mojej działalności i pomagają, jak tylko mogą, za co jestem im bardzo wdzięczny.
 
 
Czy według Pana istnieje recepta na szczęście, długowieczność i zdrowie?
 
  To bardzo proste - trzeba nauczyć się żyć w pokoju z sobą i swoim sumieniem. Kiedy źle na duszy, gdy sumienie czyni wyrzuty z powodu jakichś grzechów, mimowolnie powstaje stan dyskomfortu. Potem pojawiają się choroby. Każda z nich ma korzenie w psychice. Kiedy człowiek jest wewnętrznie spokojny i szczęśliwy, wypełnia go miłość do siebie i świata, nie ma w nim  wewnętrznego konfliktu i jest on gotów dzielić się swoim szczęściem z innymi ludźmi. Taka osoba żyje w harmonii z samym sobą. Niestety, dla większości osób osobista harmonia jest niezrozumiała dlatego, że w życiu kierują się inną hierarchią. Liczy się dla nich gromadzenie pieniędzy i zdobywanie dóbr materialnych. Oczywiście bez pieniędzy przeżyć się nie da,lecz traktować je jak bożka także nie można. To nieuchronnie przyniesie fatalne skutki. Należy żyć w prostocie i radości, kochać ludzi i życie. Proste rady, ale jakie trudne bywaja w realizacji! Potrzebne są lata pracy, wytrwałość w kształtowaniu swojego ducha. To pozwala poznać własną, wewnętrzną prawdę. Zrozumienie tego jest bardzo wiele warte. Człowiek, który zrozumiał i przyjął swoją prawdę, wstępuje na wyższy stopień życia i staje się oświeconym!
 
Maria Kozłowska
Wojciech Wiertelorz 

gazeta: PARACELSUS numer 3/2004

Stronę robił Ivan Nikolaev

Wszelkie prawa zastrzeżone www.slowianie.org
Wykorzystanie materiałów tylko za zgodą właściciela strony.
Mapa strony